Historia Małgorzaty

Mam 36 lat i jestem na żywieniu 16 rok z powodu wypadku samochodowego, w wyniku którego nastąpił uraz, a następnie resekcja większości jelita cienkiego i połowy jelita grubego.

Jestem zadowoloną z życia mężatką oraz mamą 9-letniej Amiry i prawie 3-letniego Adusia. Wyznaję zasadę: „Co Cię nie zabije, to Cię wzmocni”. Staram sie nie patrzeć na życie przez pryzmat swojej „choroby”. Od 2013 roku cierpię z powodu niewydolności nerek w stopniu III. Od tamtego czasu zmagam się codziennie z dodatkowym workiem na odkwaszenie, co zajmuje mi dodatkowe 2,5 godziny w ciągu dnia. Jako mama dwójki urwisów czynnie uczestniczę w życiu rodzinnym, jak każda ”zdrowa” mama: codziennie rano szykuję śniadanie i wychodzę z córka do szkoły (zazwyczaj z pompa na plecach). Często pomaga mi w tym rodzina - mąż i rodzice. Zabawy z dziećmi w domu, spacery, gotowanie obiadów, to normalne czynności, które wykonuję. W ciągu dnia odkwaszenie poprzez wlew 2,5 godzinny trochę „rozwala” mi dzień, ale cóż - „takie życie”, jak to się mówi. Uwielbiam gotować i JEŚĆ doustnie, a z zawodu jestem technologiem żywienia zbiorowego. Kolejne moje pasje to: wędrówki po szlakach górskich, podróże i jazda rowerem oraz dobra książka wieczorem.

Od samego początku staram się aktywnie spędzać czas wolny: z workiem żywieniowym  byłam na Mazurach pod namiotem, odwiedziłam Świnicę, Zawrat i Morskie Oko… Ach, jakież tam są widoki - wspominam, przypominając sobie wyprawy w góry. Nie było dla mnie problemem kilkakrotnie lecieć samolotem na miesiąc czy dwa do Egiptu (do rodziny ze strony męża). Najważniejsza jest logistyka i zachowana higiena oraz pozytywne myślenie.

Dzięki temu, że mam pompę, mogę aktywnie uczestniczyć w życiu rodzinnym i realizować swoje zachcianki i marzenia. Dzięki pompie i sposobowi samodzielnego robienia worków żywieniowych czuję, że żyję i jestem w oczach dzieci „zdrową” mamą. Carpe diem!

Małgorzata